O autorze – P.A. Welles

Jestem autorem strony Przemiana w głowie i piszę pod pseudonimem P.A. Welles.

Urodziłem się w drugiej połowie lat 80. Wychowałem się w małej wsi gdzieś na zachodzie Polski. W domu, który z zewnątrz pewnie nie wyglądał jak jakaś wielka patologia. Nie było tam historii, które od razu rzucają się ludziom w oczy. Nie było też tak, że cała rodzina szczególnie wyróżniała się na tle innych.

Były lata dziewięćdziesiąte. Wieś. Praca fizyczna. Zwykłe życie. Każda rodzina miała jakieś swoje problemy. Alkohol był czymś obecnym w wielu domach i często nikt nie robił z tego wielkiej sprawy. Facet pracował, facet się napił, czasem była awantura, potem życie toczyło się dalej.

Dla dziecka to potrafi wyglądać jak normalność.

Bo dziecko nie ma porównania.

Ja też długo nie miałem.

A jednak od małego czułem, że coś jest nie tak.

Dom, który z zewnątrz wyglądał zwyczajnie

W moim domu nie było wielkiego okazywania miłości dzieciom. Nie było czułości, rozmów, bezpiecznego miejsca, do którego można było wrócić z tym, co boli. Nie było też prawdziwego szacunku.

Były awantury. Było napięcie. Był alkohol obecny w życiu ojca. Był brak szacunku do matki i dzieci. Było życie, w którym każdy jakoś przetrwał po swojemu.

Matka przez prawie czterdzieści lat nie zrobiła nic, co realnie mogłoby nas przed tym ochronić. I to jest jedna z tych rzeczy, które długo trudno nazwać, bo z boku zawsze można powiedzieć: „przecież była”, „przecież dom jakoś działał”, „przecież inni mieli gorzej”.

Tylko że dziecko nie potrzebuje wyłącznie tego, żeby dach nie przeciekał.

Potrzebuje też poczucia, że ktoś stoi po jego stronie.

Ja przez długi czas nie umiałem tego tak nazwać. Wiedziałem tylko, że coś we mnie jest stale spięte. Że coś się ciągnie za mną, chociaż dawno nie byłem już dzieckiem.

Dlaczego piszę anonimowo

Piszę anonimowo nie dlatego, że wstydzę się tego, co przeżyłem.

Nie dlatego, że chcę się ukrywać przed własną historią.

Robię to dlatego, że ludzie, którzy znają mnie z boku, mogliby bardzo łatwo źle zrozumieć to, co się wydarzyło.

Dla kogoś, kto patrzy powierzchownie, mogłoby to wyglądać tak, jakbym to ja odwrócił się od rodziny. Jakbym to ja był problemem. Jakbym nagle uznał, że jestem lepszy, mądrzejszy albo że chcę kogoś ukarać milczeniem.

A prawda jest trudniejsza.

W pewnym momencie zacząłem rozumieć, że życie, z którego wyszedłem, wcale się nie skończyło tylko dlatego, że jestem dorosły. Ono dalej siedziało we mnie. W moich reakcjach. W złości. W napięciu. W sposobie mówienia. W tym, jak traktowałem najbliższych. W tym, jak budowałem własną rodzinę.

I najgorsze było odkrycie, że zaczynam zachowywać się tak, jak człowiek, którym jako dziecko obiecywałem sobie nigdy nie być.

To był moment, którego nie dało się już zagadać.

Kiedy człowiek widzi, że niesie dalej to, czego nienawidził

Przez lata można myśleć, że przeszłość jest zamknięta.

Że dzieciństwo minęło.

Że stary dom został gdzieś tam.

Że teraz człowiek ma własne życie, własną rodzinę, własne decyzje.

A potem przychodzi moment, w którym widzisz, że reagujesz tak samo. Że powtarzasz ton, którego kiedyś się bałeś. Że niszczysz atmosferę w swoim domu, chociaż całe życie przysięgałeś sobie, że nigdy tego nie zrobisz.

Terapia otworzyła mi oczy na to, ile złego sam wyrządziłem w swojej rodzinie.

Nie piszę tego lekko.

To nie jest zdanie do ładnego opisu autora. To jest jedno z najtrudniejszych zdań, jakie człowiek może sam przed sobą postawić.

Musiałem zobaczyć, że nie jestem tylko ofiarą tego, co było kiedyś. Jestem też dorosłym człowiekiem, który może nieść te same schematy dalej i ranić nimi tych, których kocha.

I właśnie dlatego musiałem coś z tym zrobić.

Nie po to, żeby udowodnić coś starej rodzinie.

Tylko po to, żeby nie rozwalić tej nowej.

Skąd wzięła się ta strona

Ta strona powstała z potrzeby nazywania rzeczy, które przez lata były tylko napięciem w ciele, chaosem w głowie i powtarzającymi się zachowaniami.

Z czasem zacząłem widzieć, że to, co działo się w moim domu, prawdopodobnie działo się i nadal dzieje w wielu polskich domach.

Nie zawsze w skrajnej postaci.

Nie zawsze tak, żeby ktoś z zewnątrz od razu powiedział: „to patologia”.

Często właśnie odwrotnie.

Na zewnątrz wszystko wygląda zwyczajnie. Rodzina jak rodzina. Ojciec jak ojciec. Matka jak matka. Dzieci wychowane. Dom stoi. Ludzie pracują. Święta są. Sąsiedzi nie widzą nic szczególnego.

A w środku dziecko uczy się czuwania.

Uczy się nie przeszkadzać.

Uczy się wyczuwać nastrój dorosłych.

Uczy się, że lepiej nie mówić za dużo.

Uczy się, że złość silniejszego jest ważniejsza niż jego strach.

A potem to dziecko dorasta i często nawet nie wie, że dalej żyje według zasad tamtego domu.

O czym piszę

Piszę o schematach, które człowiek wynosi z dzieciństwa i przenosi do dorosłego życia.

O relacjach, w których ktoś zbyt długo bierze winę na siebie.

O rodzinach, w których osoba próbująca coś zmienić nagle zostaje uznana za problem.

O toksycznych związkach, w których człowiek coraz mniej ufa sobie.

O granicach, po których postawieniu nie zawsze przychodzi spokój. Czasem najpierw przychodzi samotność, odrzucenie i opowieść innych ludzi o tym, że to ty jesteś winny.

Piszę też o pieniądzach, pracy, wstydzie aspiracji, lęku przed sukcesem i tym dziwnym poczuciu, że człowiek chciałby żyć inaczej, ale coś w nim cały czas mówi: „to nie dla ciebie”.

Dla mnie te tematy są połączone.

Bo stare schematy nie siedzą tylko w relacjach.

One siedzą też w decyzjach, w pracy, w zarabianiu, w odpoczynku, w związkach, w rodzicielstwie i w tym, czy człowiek w ogóle wierzy, że może mieć spokojniejsze życie.

Nie jestem terapeutą

Nie jestem lekarzem.

Nie jestem psychologiem.

Nie jestem terapeutą.

Nie mam dyplomu, którym mógłbym podpierać swoje teksty.

Dlatego ta strona nie jest poradnią, terapią ani miejscem diagnozowania kogokolwiek. Nie mówię ludziom, kim są, co mają zrobić i jak mają żyć.

Piszę z doświadczenia człowieka, który w końcu zaczął widzieć, jakie schematy nim rządziły.

I który doskonale wie, jak trudno jest się z nich wyrwać.

Wiem też, że sama świadomość nie załatwia sprawy. Można coś rozumieć i dalej w to wpadać. Można widzieć mechanizm, a potem znowu zachować się po staremu. Można chcieć być innym mężem, ojcem, partnerem, człowiekiem, a jednocześnie codziennie zderzać się z czymś w sobie, co ciągnie w starą stronę.

To nie jest szybka przemiana.

To jest długa walka.

Czasem bardzo brzydka.

Czasem samotna.

Czasem taka, w której człowiek musi zaakceptować, że nie zmieni całego świata, nie przekona wszystkich i nie sprawi, że każdy zrozumie jego decyzje.

Cena odcięcia

Odcięcie się od ludzi, którzy cię niszczyli, nie zawsze wygląda jak zwycięstwo.

Często wygląda jak konflikt.

Jak niewdzięczność.

Jak zdrada.

Jak „woda sodowa uderzyła mu do głowy”.

Jak „odwrócił się od rodziny”.

Jak „ktoś mu coś nagadał”.

Rodzina, która przez lata działała według jednego układu, rzadko spokojnie przyjmuje to, że ktoś przestaje grać swoją starą rolę.

Dlatego trzeba się liczyć z konsekwencjami.

Z tym, że ludzie mogą się odwrócić.

Z tym, że rodzice mogą nastawiać innych przeciwko tobie.

Z tym, że ktoś będzie opowiadał swoją wersję historii.

Z tym, że nie odzyskasz dobrego imienia u wszystkich, którzy widzą tylko powierzchnię sprawy.

Ale są rzeczy ważniejsze niż to, czy wszyscy zrozumieją.

Dla mnie ważniejsze stało się to, że moja własna rodzina zaczęła mieć się lepiej.

Że w domu jest spokojniej.

Że żona chyba przestała widzieć we mnie wroga, a zaczęła znowu widzieć męża.

Że dziecko mniej się mnie boi.

Dla takich rzeczy warto odciąć się od ludzi, którzy ciągną cię z powrotem do starego życia.

Nawet jeśli cena jest wysoka.

Po co jest Przemiana w głowie

Nie stworzyłem tej strony po to, żeby udawać eksperta.

Stworzyłem ją po to, żeby pokazywać schematy.

Żeby nazywać rzeczy, które w wielu domach przez lata były zamiatane pod dywan.

Żeby pokazać, że „normalne życie” jest możliwe, ale nie przychodzi samo.

Żeby uczciwie mówić, że wyjście ze starych wzorców nie wygląda jak filmowy przełom. To nie jest jedna rozmowa, jedna terapia, jeden tekst, jedna decyzja.

To jest codzienne zauważanie siebie.

Swojej złości.

Swojego lęku.

Swojego tonu.

Swojego milczenia.

Swojego powtarzania cudzych zachowań.

I czasem swojego wstydu, kiedy człowiek widzi, że stał się podobny do kogoś, kim nigdy nie chciał być.

Ta strona jest dla ludzi, którzy zaczynają rozumieć, że ich dzisiejsze życie nie wzięło się znikąd.

Dla tych, którzy czują, że coś ich blokuje, ale nie umieją jeszcze tego nazwać.

Dla tych, którzy widzą, że stary dom dalej mieszka w ich reakcjach.

Dla tych, którzy próbują żyć spokojniej, nawet jeśli ich własna rodzina uznała to za atak.

Nie obiecuję prostych odpowiedzi.

Ale próbuję pisać tak, żeby ktoś po drugiej stronie ekranu mógł poczuć:

Nie jestem jedyny.
To, co czuję, ma jakiś sens.
Można zacząć to widzieć.
A kiedy człowiek zaczyna widzieć schemat, nie jest jeszcze wolny, ale przestaje być całkiem ślepy.

Najważniejsze teksty autora

Jeśli chcesz zobaczyć, od jakich tematów zaczęła się Przemiana w głowie, tutaj znajdziesz kilka tekstów, które najlepiej pokazują główne schematy opisywane na stronie.

Gdy próbujesz coś zmienić w rodzinie, a zostajesz uznany za problem

Szacunek jednokierunkowy: gdy dziecko ma „szanować”, a jego nikt

Była zawsze, ale nigdy po mojej stronie

Terapia hipnozą: zobaczyłem ojca i zrozumiałem, co mną sterowało

Tożsamość robola: strach przed sukcesem