Zwolniłem się pod wpływem impulsu.
- Nie dlatego, że miałem przygotowany plan.
- Nie dlatego, że czekała na mnie lepsza oferta.
- Nie dlatego, że wszystko sobie spokojnie policzyłem.
Nie dostałem podwyżki.
I w jednej chwili zrozumiałem coś, czego wcześniej nie chciałem nazwać: jeśli zostanę, mogę zostać tam na lata. Może na zawsze.
Coś we mnie wtedy nie wytrzymało.
Z zewnątrz mogło to wyglądać jak odwaga. Jak decyzja człowieka, który bierze życie w swoje ręce. Ale prawda była mniej efektowna.
To nie była odwaga.
To była mieszanka frustracji, zmęczenia i lęku przed utknięciem.
Łatwa kasa z internetu pojawia się wtedy, gdy boisz się wrócić do punktu wyjścia
Miałem znaleźć nową pracę. Taki był oficjalny plan.
Przejrzeć oferty. Odezwać się do kilku firm. Może znaleźć coś lepszego. Może coś spokojniejszego. Może coś, co nie będzie kolejnym miejscem, w którym człowiek czuje, że oddaje lata za święty spokój.
Ale kiedy zacząłem szukać pracy, internet zaczął podsuwać mi coś jeszcze.
- Filmiki o zarabianiu dzięki AI.
- Kolorowanki.
- Automatyzacje.
- Dochód pasywny.
- Gotowe systemy.
- Proste modele.
- Historie ludzi, którzy „zaczęli od zera”.
Nie myślałem wtedy: „rzucam wszystko i będę milionerem”.
To byłoby zbyt proste.
Myślałem raczej: zrobię to dodatkowo. W trakcie szukania pracy. Albo już po znalezieniu nowej, jako coś obok.
Brzmiało rozsądnie. Nowocześnie. Jak plan B.
Właśnie dlatego łatwa kasa z internetu jest tak przekonująca. Ona rzadko przychodzi jako wielka, głupia obietnica. Częściej przychodzi jako spokojne zdanie: „spróbuj, nic nie tracisz”.
Tyle że często tracisz.
Nie tylko pieniądze.
Czasem tracisz trzeźwość oceny.
„To jest prostsze, niż myślisz”
Twórcy tych treści mówili spokojnie.
- Że to bardzo proste.
- Że system robi większość za ciebie.
- Że wszyscy już to robią.
- Że dziwne, że jeszcze nie zacząłeś.
Nie było tam krzyku. Nie było nachalnej sprzedaży z bazaru. Nie było człowieka w złotym zegarku, który obiecuje miliony w tydzień.
Była normalność.
I właśnie to było przekonujące.
Bo kiedy ktoś krzyczy, łatwiej się bronić. Ale kiedy ktoś mówi spokojnie, z laptopem na biurku, z wykresami i przykładami, mózg zaczyna dopowiadać resztę.
- „Może faktycznie to działa”.
- „Może tylko ja zostałem z tyłu”.
- „Może świat się zmienił, a ja dalej myślę po staremu”.
Wtedy wracało do mnie jedno pytanie.
Jeśli to naprawdę tak dobrze zarabia, to dlaczego oni się tym dzielą?
Jeśli model działa, jeśli rynek jest taki prosty, jeśli wystarczy zrobić produkt i opublikować, to po co uczyć innych? Przecież to potencjalni konkurenci.
Miałem tę wątpliwość.
Ale miałem też napięcie.
A kiedy człowiek jest w napięciu, nie zawsze wybiera rozsądnie. Czasem wybiera to, co daje natychmiastową ulgę.
Ten mechanizm opisywałem już w tekście Dlaczego nie umiesz odpocząć? Tryb czuwania — kiedy ciało żyje w alarmie, a człowiek reaguje szybciej, niż zdąży pomyśleć.
Webinar, czyli obietnica konkretów
Zapisałem się na bezpłatny webinar o tworzeniu i publikacji kolorowanek.
- Było inspirująco.
- Były przykłady.
- Były liczby.
- Były historie osób, które „zaczęły działać”.
Ale z czasem zacząłem czuć, że najważniejsze informacje są zawsze pół kroku dalej.
Na webinarze dostajesz kierunek. Dostajesz emocję. Dostajesz poczucie, że to możliwe.
Ale konkret?
Konkret jest już za bramką.
Schemat był prosty: jeśli chcesz wiedzieć dokładnie, jak to zrobić, kup kurs.
Koszt: prawie 1500 zł.
I tu trzeba powiedzieć uczciwie: ja nie kupowałem marzenia o milionach. Nie siedziałem z kalkulatorem, wyobrażając sobie dom z basenem.
Kupowałem coś innego.
Kupowałem szansę, że nie popełniłem błędu, odchodząc z pracy.
To jest bardzo ważne, bo łatwa kasa z internetu najmocniej działa nie na ludzi leniwych. Działa na ludzi przestraszonych. Na tych, którzy czują, że muszą szybko coś udowodnić.
Sobie. Rodzinie. Światu. Przeszłości.
To nie była chciwość. To był lęk przed cofnięciem się
W środku miałem jedno zdanie:
„Skoro już odszedłem, nie mogę wrócić z pustymi rękami”.
I właśnie wtedy człowiek jest najbardziej podatny.
- Nie wtedy, gdy ma stabilny plan.
- Nie wtedy, gdy ma spokojną głowę.
- Nie wtedy, gdy może poczekać.
Tylko wtedy, gdy czuje, że coś musi natychmiast naprawić.
Przez lata funkcjonowałem w tożsamości człowieka, który ma ciężko pracować, nie wychylać się i nie oczekiwać za dużo. Pisałem o tym w tekście Tożsamość robola: strach przed sukcesem.
Dlatego szybkie pieniądze wydawały się czymś pośrednim.
- Nie awans.
- Nie kariera.
- Nie wyjście do ludzi.
- Nie budowanie pozycji.
Tylko sprytny sposób.
Jakby dało się ominąć cały system. Jakby dało się wejść bocznymi drzwiami do życia, którego wcześniej człowiek się bał.
Kurs nie był oszustwem
To też trzeba powiedzieć jasno.
Kurs nie był typowym oszustwem.
Nie było tak, że zapłaciłem i dostałem pusty plik. Nie było tak, że ktoś zniknął. Były materiały. Były instrukcje. Były jakieś przykłady.
Problem był inny.
Ten kurs był dla ludzi, którzy już coś wiedzą. Dla osób, które rozumieją publikację, rynek, niszę, grafikę, opisy, słowa kluczowe, promocję, analizę konkurencji i cierpliwość.
Nie prowadził naprawdę od zera.
A ja wtedy potrzebowałem prowadzenia od zera.
Zrobiłem kilka projektów. Opublikowałem. Sprawdziłem.
I nic.
- Zero sprzedaży.
- Zero reakcji.
- Cisza.
Najgorsza nie była nawet strata pieniędzy.
Najgorsze było uczucie, że znów coś źle oceniłem. Że znowu dałem się ponieść. Że zamiast planu wybrałem ulgę.
Produktem nie zawsze jest to, co myślisz
Po kilku próbach zaczęło do mnie docierać coś niewygodnego.
W tym modelu kolorowanki nie były głównym produktem.
Produktem był kurs.
To nie znaczy, że nikt nigdy nie zarabia na kolorowankach, ebookach, automatyzacjach albo produktach cyfrowych. Pewnie są ludzie, którzy naprawdę potrafią to robić. Tylko że oni zwykle mają coś więcej niż samą instrukcję.
- Mają doświadczenie.
- Mają testy.
- Mają cierpliwość.
- Mają zaplecze.
- Mają umiejętność sprzedaży.
- Mają wiedzę o tym, jak działa marketing internetowy.
A początkującemu często sprzedaje się coś innego: przekonanie, że wystarczy odtworzyć system.
Kilka osób kupi szkolenie i robi się całkiem niezła suma. Nie trzeba sprzedawać tysięcy książek. Wystarczy sprzedać obietnicę drogi do pieniędzy.
To był dla mnie moment trzeźwości.
Łatwa kasa z internetu najłatwiejsza bywa dla tego, kto sprzedaje drogę do niej.
Dlaczego w ogóle chciałem w to wejść?
- Bo nie chciałem wrócić do punktu wyjścia.
- Bo nie chciałem znów zaczynać od zera.
- Bo bałem się, że jeśli nie znajdę szybkiego rozwiązania, to cała decyzja o odejściu z pracy okaże się dowodem głupoty.
Gdzieś głęboko pieniądze nadal były dla mnie czymś więcej niż narzędziem. Były dowodem, że potrafię wyjść wyżej. Że nie jestem skazany na jedno miejsce. Że mogę zrobić coś inaczej niż to co robiłem dotychczas.
A z wyjściem wyżej zawsze miałem problem.
O lęku przed widocznością i tym, co uruchamia sukces, pisałem w tekście Sukces jako zagrożenie: lęk przed widocznością.
Szybkie pieniądze przez internet nie wymagają konfrontacji z tym lękiem.
- Nie trzeba pokazać twarzy.
- Nie trzeba budować autorytetu.
- Nie trzeba długo dojrzewać.
- Nie trzeba znieść oceny.
- Nie trzeba uczyć się powoli.
Obietnica mówi: możesz ominąć ten etap.
I właśnie dlatego jest tak kusząca.
Łatwa kasa z internetu często żeruje na zmęczeniu
Dzisiaj widzę to wyraźniej.
Łatwa kasa z internetu nie przyciągnęła mnie dlatego, że byłem zachłanny. Przyciągnęła mnie dlatego, że byłem zmęczony i przestraszony.
Człowiek zmęczony nie chce kolejnej długiej drogi.
Człowiek po wypaleniu nie chce słyszeć, że wszystko trzeba budować latami.
Człowiek, który boi się utknięcia, szuka wyjścia awaryjnego.
Dlatego ten temat łączy się też z tekstem Wypalenie zawodowe i myśl: „nic innego nie potrafię”.
Bo kiedy w środku siedzi zdanie „nic innego nie potrafię”, każda obietnica prostego zarobku brzmi jak ratunek.
Nawet jeśli wcale nim nie jest.
Nie żałuję tych pieniędzy
Nie żałuję tych 1500 zł.
Nie dlatego, że kurs mi się zwrócił. Nie dlatego, że dzięki niemu zbudowałem dochód pasywny. Nie dlatego, że nagle zrozumiałem cały internet.
Nie żałuję, bo ten kurs pokazał mi dwie rzeczy.
Po pierwsze, zobaczyłem, jak działa sprzedaż marzenia.
Po drugie, zobaczyłem, jak łatwo wchodzę w coś, gdy czuję, że muszę szybko naprawić własną decyzję.
To było lustro.
Zobaczyłem siebie jako człowieka, który po latach walki z przeszłością nadal w momentach napięcia szuka skrótu. Człowieka, który mówi sobie, że analizuje, ale tak naprawdę próbuje uspokoić lęk.
To nie jest przyjemne odkrycie.
Ale jest potrzebne.
Własna droga nie zaczyna się od skrótu
Po tym doświadczeniu coś się we mnie przesunęło.
Zamiast szukać kolejnego „systemu”, zacząłem patrzeć na to, co naprawdę mam.
- Mam historię.
- Mam doświadczenie toksycznego domu.
- Mam błędy, które popełniłem jako mąż i ojciec.
- Mam proces wychodzenia z tego.
- Mam rzeczy, których nie wymyśliłem na potrzeby kursu.
Nie kolorowanki.
Nie automat.
Nie trik.
Nie obietnicę, że wszystko zrobi się samo.
Jeśli mam coś budować, to na tym.
Tak powstał projekt przemianawglowie.pl.
Nie jako szybki sposób na pieniądze. Nie jako ucieczka z etatu przez internetową sztuczkę. Nie jako kolejna próba udowodnienia sobie, że nie popełniłem błędu.
Bardziej jako próba zrobienia czegoś po swojemu.
- Powoli.
- Bez skrótów.
- Bez udawania, że znam prostą drogę.
Obietnica działa najmocniej wtedy, gdy boisz się, że utkniesz
Gdy nie dostałeś podwyżki, czujesz, że czas przecieka, boisz się zostać w jednym miejscu na zawsze i masz wrażenie, że inni już dawno znaleźli lepszy sposób na życie, łatwa kasa z internetu wygląda jak droga ewakuacyjna.
Tylko że droga ewakuacyjna nie zawsze prowadzi do wolności.
Czasem prowadzi do kolejnego pokoju z obietnicą.
- Do kolejnego webinaru.
- Do kolejnego kursu.
- Do kolejnego systemu.
- Do kolejnej nadziei, że tym razem nie trzeba będzie przejść przez zwykły, powolny proces.
Nie wiem, czy ta strona przyniesie pieniądze.
Wiem jedno: to pierwsza rzecz, której nie buduję po to, żeby udowodnić sobie, że moja impulsywna decyzja była słuszna.
I to już jest różnica.

